wtorek, 4 grudnia 2012

Trend nienawiści

Sprawa schwytania Brunona K. (niedoszłego zamachowca) wywołała głęboką dyskusję nad jednym z ulubionych terminów prawej sceny politycznej, tj. nad "mową nienawiści". PO z Tuskiem na czele postanowiło zdecydowanie zwalczać wszelkie przejawy rzeczonej mowy nienawiści. Jednym słowem, premier zarządził że od teraz wszyscy powinni używać "mowy miłości".

Dzięki takim postaciom jak Palikot, Lepper czy inne Niesiołowskie, przywykliśmy jako społeczeństwo do faktu, iż polityczne elity wyrażają się mało elokwentnie i elegancko. Politycy dają przykład, społeczeństwo chętnie podłapuje i (szczególnie w sieci) lży najbardziej znienawidzonym politykom.

Całkiem zabawne wnioski można wyciągnąć z ostatniego badania lingwistów, cytowanego przez Newsweek. Wynika z niego, że w internecie krąży około 7 mln wpisów nakłaniających do zabicia Palikota, a "tylko" po 1,5 mln internautów chce zabicia Kaczyńskiego i Tuska. Analizując zaś ilość negatywnych wpisów wobec poszczególnych partii, szczególnie aktywni są wyborcy PO i Ruchu Palikota, którym najsprawniej idzie obrażanie największej partii opozycyjnej - PiSu. Lżą więc wszyscy na wszystkich, ciężko dopatrzeć się tych "bardziej kulturalnych". Najwięcej jest tych, którzy nie lubią PiSu i Palikota, czemu chętnie dają upust w sieci. Na niechęć wobec Palikota składa się głównie konserwatywne skrzydło PO i PiS. PiSu nie lubi nikt, poza PiSem ;-)

Czym tak naprawdę jest mowa nienawiści? Niekoniecznie chodzi o wulgaryzmu i inwektywy ad personam. Wystarczy, że całkiem sensowny projekt posła A zostanie publicznie zbesztany przez posła B, używającego różnych zabiegów erystycznych (manipulacji). Czasem wystarczy głębiej się wsłuchać w słowa posłów z telewizora, zweryfikować ich argumenty, żeby przekonać się że treści przez nich głoszone nie są oparte na faktach. Mowa nienawiści to najczęściej zwykła chęć zdeprecjonowania drugiej strony, przy użyciu nieprawdziwych argumentów lub używając trików socjotechnicznych. 

Wcale nie trzeba być głęboko wykształconym socjologiem, psychologiem (itd.), żeby sprawnie posługiwać się sztuczkami erystycznymi. Jak pokazuje polskie doświadczenie, wystarczy magister z ... biologii. Niedoścignionym mistrzem mowy nienawiści jest sympatyczny poseł Stefan Niesiołowski. Youtube pęka od filmów dokumentujących umiejętności posła Niesiołowskiego.


PO skierowało do prac sejmowych projekt nowelizacji kodeksu karnego. Nowelizacja ta pozwoli na zakwalifikowanie (przy odrobinie sędziowskiej elastyczności, której dziś nie brakuje) praktycznie każdej kontrowersyjnej wypowiedzi, jako "mowy nienawiści", a co za tym idzie, karanie autorów tychże wypowiedzi. Jest to kolejny (po choćby ACTA, GMO) projekt, która w dość rażący sposób może łamać nasze prawa. Projekt autorstwa (ponoć) liberalnej partii.

A wystarczyłoby utemperować Stefana, tak żeby zajął się tylko tym na czym się zna (wszakże każdy biolog ma kompetencje, żeby szefować komisji ds. obrony, tak jak Stefan). Wtedy natychmiastowo w mediach częstotliwość występowania mowy nienawiści spadłaby o przynajmniej 40%.

poniedziałek, 26 listopada 2012

Redefinicja patriotyzmu

W ostatnim numerze jednego z popularniejszych tygodników, wzburzony czytelnik wysłał list do redakcji, skarżąc się iż rzecznik Ruchu Palikota (Andrzej Rozenek) przyrównał złożenie kwiatów pod pomnikiem Dmowskiego do posprzątania po psie. Bulwersujące? Tylko na pierwszy rzut oka.

Każdy zdążył się już przyzwyczaić do prowokacji ze strony "Palikociarni". Powyższa sprawa mogłaby być kolejnym "gagiem" ze strony Ruchu Palikota, gdyby nie istota rzeczy. Andrzej Rozenek poruszył sprawę patriotyzmu. Według niego wyraźniejszym objawem patriotyzmu jest sprzątanie po swoim psie, niż składanie raz do roku wieńców pod pomnikiem Dmowskiego. Porównanie, choć nieco niezgrabne (ta niezgrabność właśnie wywołała kontrowersje), ukazuje jednak głębszą myśl.

Patriotyzm oparty na sztandarowych hasłach "Bóg, Honor, Ojczyzna" traci na aktualności. Polska, Polacy potrzebują dziś redefinicji patriotyzmu. Niestety, samo słowo działa odstraszająco. Większości społeczeństwa "patriotyzm" kojarzy się z tzw. "smutną prawicą". Albo nie kojarzy się ... wcale. W mediach próżno dziś szukać debat o tym, czym jest patriotyzm, kim jest patriota w Polsce. Szkoła tę tematykę odpuściła już dawno. Patriotyzm stał się tabu. Bardzo niewiele osób się do niego przyznaje, część go nie rozumie, zdecydowana większość wie że "patriotyzm" nie jest dziś modny.

Nawiązując do słów Rozenka, Polska potrzebuje dziś patriotyzmu codziennego. Objawiającego się w wielu małych rzeczach, rzeczach mało widowiskowych. Posprzątanie po swoim psie, jeżdżenie komunikacją miejską z ważnym biletem, segregowaniem śmieci, zwykłą życzliwością wobec drugiej osoby. Te małe rzeczy wymagają tak naprawdę o wiele więcej wysiłku, niż złożenie raz do roku wieńców, uczestniczenie w marszu. Ale to właśnie te małe aktywności sprawiają, że współżycie w społeczeństwie jest prostsze i przyjemniejsze. 

Jadąc za granicę, często zauważamy że ulice są czystsze, ludzie bardziej uczynni, kierowcy kulturalniejsi. To wszystko są małe rzeczy, które składają się na obraz całego kraju. Nie wiem, czy wynikają one z wychowania, mentalności czy też właściwego rozumienia patriotyzmu. Wiem, że w Polsce zdecydowanie nie mówi się o patriotyzmie, mam wrażenie że część elit boi się używać nawet tego słowa, żeby nie być kojarzona z "ludem smoleńskim", który słowa owego aż nadużywa. 

Brak niestety "męża stanu", który chciałby pochylić się nad tematem i nadać mu nowy, ciekawy bieg. Póki co jesteśmy skazani na incydentalne spory o to, kto jest większym patriotą - ten który częściej macha polską flagą, czy ten który lepiej "wyciska Brukselę".




niedziela, 18 listopada 2012

Nienawiść, miłość, odpowiedzialność.

Jonathan Carroll pisał, że "w odróżnieniu od słów "nienawiść", czy "miłość", słowo "kostnica" ma tylko jedno znaczenie". Jakiś czas temu nasz normalny i europejski rząd nauczył nas nowego znaczenia słowa "odpowiedzialność".

"Brałem wówczas i biorę dzisiaj pełna odpowiedzialność za działania państwa polskiego i służb podległych polskiemu rządowi po katastrofie"- mowa oczywiście o katastrofie smoleńskiej. Cóż znaczą te słowa? Do dziś nie wiadomo. Do dziś nie wiadomo, za co jest rząd odpowiedzialny, kto i jakie konsekwencje poniósł. Abstrachując od teorii spiskowych, o teoriach związanych z zamachem, trzymając się tylko faktów, zginęła duża część polskiej elity. To fakt niezaprzeczalny. Faktem jest także, że po podobnych sytuacjach, władze w innych krajach szukają błędów po swojej stronie, wyciągają konsekwencje wobec osób, które niedopełniły swoich obowiązków. Nie w Polsce.

Po katastrofie w Fukushimie, zdymisjonowano trzech urzędników wysokiego szczebla (m.in. wiceministra gospodarki)

Po kolizji autobusu szkolnego z pociągiem, w którym śmierć poniosło 47 dzieci, minister transportu Egiptu podał się do dymisji

Po katastrofie samolotu wojskowego CASA w 2008 roku, Bogdan Klich pozostaje na stanowisku.

Po katastrofie smoleńskiej szef BORu, Marian Janicki, dostał awans do stopnia generalskiego. Szef Kancelarii Premiera, Tomasz Arabski, został ponownie nominowany na to samo stanowisko. Dopiero wówczas do dymisji podaje się minister Klich

Po aferze Amber Gold, do dziś nikt nie został ukarany (poza wyrzuceniem sędziego Milewskiego po sławnej prowokacji dziennikarskiej), sprawa przycichła. Podobnie z aferą hazardową. Podobnie z aferą związaną z refundacją leków (która wprowadziła ogromny chaos).

O jakiej więc odpowiedzialności mówi Tusk? Do dziś nie wiem, jak ona się objawia.

Możliwe, iż mamy do czynienia po prostu z redefinicją pojęcia "odpowiedzialność". Powinniśmy się już przyzwyczaić, wszakże PO cały czas serwuje nam zmiany pojęć dotyczących najważniejszych spraw. Robią to bardzo skutecznie. Dziś każdy Polak wie, co to znaczy że "państwo zdało egzamin", albo że "Polacy wybrali normalność".

środa, 14 listopada 2012

Warto wymagać od siebie

Jesteśmy pochłonięci pracą, nauką, rozrywką, codziennymi rytuałami. Większość młodych (starszych także) nie ma czasu na bieżące obserwowanie polityki, spraw związanych z Polską, jej najbliższym otoczeniem i światem. To błąd !

Co pozostaje? Wygospodarować 15 minut dziennie-codziennie, na odczyt nagłówków i wstępów najważniejszych newsów dnia? To mało, bardzo łatwo w ten sposób nabrać przeświadczenia iż "jest się na bieżąco i coś się wie". Wie się przez ten sposób bardzo mało. Poza tym to nie takie proste, żeby wykonywać pewne czynności systematycznie, nawet te zabierające 15 minut dziennie. Doświadcza tego każdy z nas, tuż po 1 stycznia, gdy nasze 15 minut na "brzuszki/ćwiczenia z angielskiego/itd" spełza na niczym.

Po to właśnie ten blog. Z niepokojem obserwuję, jak wiele osób w naszym wieku nie orientuje się w najbardziej podstawowych elementach życia społecznego, politycznego, tego co ważne. Żyje jakby obok tego co się dzieje w kraju. A dzieje się wiele !

Chcę streszczać najważniejsze bieżące wątki. Pokazywać je od różnych stron, starać się, na ile pozwalają mi na to moje możliwości, pokazywać że nie wszystko jest takie proste i oczywiste jak podają nam media. Media uległy tabloidyzacji, dziś w wieczornych serwisach informacyjnych mamy podawany tzw. "infotainment". Chcę udowodnić, że można pisać o rzeczach istotnych w sposób atrakcyjny dla zabieganego młodego człowieka.

Nie jestem w stanie skutecznie wpłynąć na masy. Ale jestem w stanie sprawić by kilku spośród czytających moje teksty dwa razy zastanowiło się nad oddaniem swojego głosu podczas wyborów, nad powiedzeniem że "Polska jest do dupy" lub "lepiej wyjechać za granicę". Warto wymagać od siebie, starać się budować i naprawiać ten kraj. Jeżeli nie nasze pokolenie, to które? Nie wierzę w słowa o naszym pokoleniu, jako o "straconym pokoleniu". Ten blog to poniekąd emanacja powyższego sprzeciwu.